- Mamo! Co się dzieje z ludźmi, którzy umierają?
Mama zaskoczona moim pytaniem zastanowiła się przez chwilę i odpowiedziała.
- Odchodzą do innego lepszego świata
Nie zrozumiałem sensu jej słów, więc odparłem.
- Ale czemu? Przecież tu jest dobrze – nie czekając jednak na wyjaśnienia zadałem kolejne nurtujące mnie pytanie. - Skoro odchodzą w inne miejsce, to dlaczego ich ciała zostają?
Mama uśmiechnęła się pogodnie, wzięła mnie na ręce, dała buziaka i rzekła.
- Aby tam, w niebie, było im lżej.
Nie wyjaśniło mi to jednak wszystkiego. Dwa lata później, kiedy zmarł mój dziadek, wróciłem do tej rozmowy. Dowiedziałem się wtedy wszystkiego, ale wciąż nie rozumiałem jednego. Dlaczego wszyscy mówili o dziadku w czasie przeszłym i go nie zauważali podczas pogrzebu, kiedy ja widziałem go stojącego nad własnym grobem, tak jak i innych zmarłych na cmentarzu. Dopiero później dotarło do mnie, że to nie było normalne, a ja nie powinienem się tym chwalić.
Nazywam się Wojtek Sosnowski i mam szesnaście lat. Mieszkałem w Warszawie i chodziłem do jednego z warszawskich liceów. Moje życie było dość niezwykłe. Uczyłem się, spotykałem z przyjaciółmi i skrywałem pewną tajemnicę. Od dziecka posiadałem dar… lub przekleństwo rozmawiania ze zmarłymi, widzenia ich oraz odczuwania ich dotyku. Z początku mówiłem o tym mamie, ale ona mi nie wierzyła i wysłała mnie do psychiatry oraz egzorcysty, którzy na zmianę usiłowali zrobić mi wodę z mózgu. Nie miałem jej tego za złe. Była dobrą i piękną kobietą.
Dar kontaktu ze zmarłymi nie raz przysparzał mi problemów, ale czasem ratował od zagrożenia. Widziałem świat inaczej niż inni. Dosłownie. Niektórzy, kiedy umierają w nieszczęśliwych okolicznościach np. w wypadku samochodowym, pozostają na miejscach zdarzenia, niespokojni, w innym świecie. Nie zwracają uwagi na żywych, bo oni nie zwracają uwagi na nich. Jednak są. Najbardziej szokującym przykładem dla mnie był plac de Goulle’a, gdzie niegdyś widziałem jak pod słynną palmą siedziało osiem zbłąkanych dusz, które najprawdopodobniej były ofiarami wypadków drogowych. Czasami również widywałem dusze bezdomnych na przystankach lub na dworcach. Nie był to przerażający widok. Można było się przyzwyczaić. Często zmarli w moich oczach niczym się nie różnili od żywych. Byli tak samo widoczni jak oni. Jedynie nietypowe stroje zdradzały, kim są. Zdarzało się, że postacie, które widziałem, były ubrane staro dawnie lub niestosownie do pory roku. O moich dziwnych zdolnościach chciałem powiedzieć również moim dwóm przyjaciołom Aleksowi i Marcie. Znałem ich od gimnazjum, ale mimo to nie potrafiłem wyznać im prawdy. Bałem się, że mnie nie zaakceptują. Marta mogłaby się wystraszyć zaraz potem jakby sobie uświadomiła, że to nie żart. Aleks był poważnym facetem. Lubił mieć wszystko pod kontrolą i czarno na białym. Wieść o tym, ze widzę duchy, rozśmieszyłaby go, a następnie by się wkurzył i rzuciłby tekst typu, „Stary, co ty odwalasz?!”.
Wszystko z pewnością toczyłoby się dobrze, gdyby nie pewne osoby. Kilka dusz, które zmieniły w moim życiu wszystko…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz