Spis treści

piątek, 28 sierpnia 2015

Wtorek, 9 listopada



            Następnego dnia w szkole zastanawiałem się, kiedy Marta wróci do szkoły i... do mnie. Mimo wszystko nie myślałem o obietnicy złożonej poprzedniego dnia duchowi kobiety, ani o Weronice czy czymkolwiek związanym ze światem paranormalnym. Byłem potwornie zmęczony. Nie spałem całą poprzednią noc. Kiedy zamykałem oczy by wreszcie oddać się w upragnioną krainę snów, przed oczami stawał mi obraz zapłakanej staruszki. „Ona odeszła”, powtarzałem sobie w duchu, „ale nie moja obietnica”. Weronika miała rację. Obiecywanie duchom, pomocy w dokończeniu ich spraw było totalnym masochizmem. Musiałem wypić piwo, które sobie naważyłem. Tylko nie wiedziałem jak. Nie znałem adresu tej całej Anny Milczek. Swoją droga chyba nie chciałem znać. Jeżeli ta kobieta była alkoholiczką, zmuszającą swoją schorowaną matkę do stania na ulicy i żebrania na wódkę, to raczej nie mieszkała w przytulnym trzypokojowym mieszkanku z telewizorem, kanapą i ładną łazienką.
        - Wpakowałeś się w niezłe bagno! – powiedziała Weronika gdy poprzedniego wieczoru spytałem jej co mam zrobić.
            Ale to naprawdę nie miało znaczenia w tamtej chwili. Swoje winy odpokutowałem totalnym przemęczeniem i wyczerpaniem. Chciałem jedynie poczuć znów obecność przyjaciół, którzy mnie wesprą, poklepią po ramieniu i powiedzą żebym się tak wszystkim nie przejmował.
            Z początku myślałem, ze Marta znowu opuściła lekcję, dlatego też pozwoliłem Rebece usiąść koło mnie na historii. Nowa, najwyraźniej zagubiona w obcym środowisku, wybrała sobie mnie za mentora. To był błąd, którego może bym nie popełnił gdyby nie zmęczenie. W dwudziestej czwartej minucie lekcyjnej, do klasy weszła pewnym krokiem Marta, przepraszając za spóźnienie. Wyglądała jak zwykle oryginalnie. Była ubrana w jasno różowy sweterek narzucony na biały t-shirt i długie spodnie w pionowe czarno białe paski. Z początku nie zauważyła nowej dziewczyny siedzącej na jej miejscu. Pokierowała się w moją stronę. Dopiero po paru krokach stanęła jak wryta patrząc się na zakłopotaną Rebekę. Następnie krótkim spojrzeniem przeszyła moją osobę i bez najmniejszego wahania poszła na tylną ławkę, siadając obok Sandry, cichociemnej kujonicy. Rebekah zerknęła na mnie pytającym wzrokiem a ja tylko przekierowałem uwagę na podręcznik od historii, czytając fragment o metodach prześladowań Żydów w czasie drugiej wojny światowej.
            Po lekcji szukałem Marty, która zaraz po dzwonku wyszła z klasy. Chciałem dowiedzieć się, w jakich jesteśmy stosunkach. Zamiast niej natknąłem się na Nową.
-  Hej Wojtek! – zawołała, stając centralnie przede mną. – Mam pytanie…
- Tak? – odpowiedziałem nie kryjąc, iż nie jest to dla mnie dobry moment.
           - Kim była ta dziewczyna, która weszła w czasie lekcji? Wydawało mi się, że chyba usiadłam na jej miejscu…
- To była Marta – odpowiedziałem bez zastanowienia nie tracąc z Rebeką kontaktu wzrokowego. – Tak, ale nie martw się. Po prostu trochę jej nie było w szkole i na pewno twoja obecność była dla niej zaskoczeniem
- Wyglądała, jakbym jej zrobiła coś… rude – zmartwiona ciągnęła temat, nie mogąc się wysłowić.
- Nie. Myślę, że to nie oto chodzi – wysiliłem się na uśmiech, starając się tym gestem uspokoić dziewczynę.
- Mam nadzieję. Tak myślałam… - po chwili słowa Brytyjki mi umknęły. Zobaczyłem idącą w naszym kierunku Martę. – Co o tym myślisz?
- Słucham? – zapytałem, czując jak ręce mi się pocą z każdym nadchodzącym krokiem przyjaciółki. Dziewczyna po chwili konsternacji zadała ponownie pytanie.
- Może mógłbyś mi pokazać Warszawę? Wiesz, nie znam tu nikogo i myślałam…. Ale jeśli nie chcesz, zrozumiem. Nie chcę być problemem dla ciebie
- Nie, nie ma problemu – uśmiechnąłem się, wzruszając ramionami.
- Serio? To może spotkamy się któregoś dnia w centrum?
- Jasne – powiedziałem i w tym momencie pełna energii stanęła koło nas Marta z uśmiechem od ucha do ucha.
- Cześć! – spojrzała najpierw na mnie, potem na Nową. – My się jeszcze nie znamy. Mam na imię Marta Jestem przyjaciółką Wojtka i koleżanką z ławki od gimnazjum. A ty pewnie jesteś Rebekah, nasza nowa koleżanka z wymiany zagranicznej? – podała rękę nowo poznanej.
- Tak. Miło mi cię poznać – Rebekah szczerze uśmiechnęła się do Marty, ściskając jej dłoń. – Chyba… I took your chair… Sorry, jestem tu dopiero drugi dzień
- Nie ma problemu – parsknęła Marta machając przy tym znacząco ręką. – Ktoś cię już oprowadził po szkole i Warszawie? – spytała.
- Eee…Właśnie prosiłam Wojtka, aby mi pokazał kilka miejsc w Warszawie – brunetka przekierowała spojrzenie na mnie. Marta również. Czułem się dziwnie.
- To super! Razem z Wojtkiem bardzo chętnie pokażemy ci gdzie można dobrze zjeść, co warto zwiedzić, a czego unikać – Marta puściła oko do nowej koleżanki i zwróciła się do mnie. – To na kiedy się umawiamy? Może dzisiaj, zaraz po lekcjach. Co wy na to? – mówiła to z taką energią i ożywieniem, ze trudno komukolwiek byłoby odmówić.
           - Nie widzę problemu – uśmiechnęła się Rebekah wzruszając beztrosko ramionami.
           - Ja też nie – odpowiedziałem, nie wiedząc jak inaczej mógłbym się zachować.
I stało się. Byłem umówiony na spotkanie z dwoma kobietami po których nie wiedziałem czego mogę się spodziewać. Przez chwilę przemknęła mi myśl, co z Aleksem? Marta nie wspominała o nim, kiedy się umawialiśmy. Powiedziała „razem z Wojtkiem”, a to oznaczało, że zostałem na polu bitwy całkiem sam. Choć nie liczyłem zbytnio na pomoc ze strony Aleksa, to dwóch mężczyzn na dwie kobiety robiło zasadniczą różnicę, niż jeden mężczyzna i dwie kobiety. Może panikowałem, ale to z pewnością było wywołane niespodziewanym zwrotem akcji w zachowaniu Marty. Przez cały czas martwiłem się, czy kiedykolwiek się do mnie uśmiechnie, a tu nagle bum i stanęła przede mną roześmiana, jak gdyby to, co się stało ponad tydzień wcześniej, nigdy się nie wydarzyło.
            Po lekcjach czekałem przed szkołą na Martę i Rebekę. Dłonie mi marzły od zimowego chłodu, lecz mimo to po plecach spływał ciepły pot. Po długo oczekiwanym momencie zza ogromnych drzwi wejściowych wyłoniły się dwie istoty kroczące na pewne starcie z jedną zakłopotaną kupką szarej materii, podziwiającą ich niezwykłą najpotężniejszą broń w całej galaktyce, którą bez skrupułów emanowały, pewne swojego zwycięstwa. Jedna z nich o płomienistych włosach, ubrana w idealnie podkreślający kształty jasny płaszcz, patrzyła na kupkę materii, owładając ją swoim zgubnym zawadiackim uśmiechem. Druga zaś, nie mniej silnymi mocami przyciągała uwagę swoją tajemniczością, niezwykłością, swego rodzaju niebezpieczeństwem i tym czymś, co wydawało się łączyć ciemnowłosą istotę z kupką szarej materii.
-  No, to gdzie idziemy? – zawołała Marta wciąż uśmiechnięta.
- Może na Stare Miasto? – zaproponowałem, rzucając pierwszą lepszą myśl. Zauważyłem, że Rebece ewidentnie pomysł przypadł do gustu, lecz nim zdążyła się odezwać, Marta ją wyprzedziła.
- Nie, daj spokój z tą starówką. Na początek dobrze by było obczaić gdzie można się rozgrzać  porządną gorącą czekoladą. Co ty na to Rebekah? 
Rebekah po raz kolejny zdominowana osobą Marty, z subtelnym uśmiechem odpowiedziała:
- W sumie… możemy – nie odzywając się, ruszyłem wraz z nakręconą Martą i osaczoną pomysłami Marty, Rebeką w kierunku jednego z najpopularniejszych miejsc na świecie, nie koniecznie zawdzięczającego swą sławę gorącej czekoladzie.
W Starbucks’ie jak zwykle było wielu ludzi. Usiedliśmy przy stoliku dla czterech osób przy samym oknie. Ja i Rebekah po jednej stronie, Marta naprzeciwko nas. Dla Rebeki Starbuck’s wcale nie był czymś nieznanym. Mimo to, ani ona ani ja nie zaproponowaliśmy zmiany lokalu.. Rebekah z nieśmiałości, ja ze strachu. Sam nie wiem przed czym. Zamówiliśmy trzy Hazehurt Hot Chocalate, które wybrała Marta zapewniając, że są one nie do podrobienia.
- Prawda, że pyszne? – zachwalała, delektując się każdym łykiem.
- Jak daleko stąd jest Stare Miasto? – zapytała Rebekah, lekceważąc pytanie Marty.
-  Kilometr… może półtora – odpowiedziałem.
- Może potem byśmy się tam wybrali? Słyszałam, że to niezwykłe miejsce – zasugerowała dziewczyna patrząc się jedynie na mnie.
- Świetny pomysł! Starówka to wyjątkowe miejsce. Co prawda, poznanie jej prawdziwego uroku nie jest dane zwykłym śmiertelnikom, ale może dla nowo przybyłej z daleka będzie łaskawa – westchnęła Marta.
Zatkało mnie.
- Of course.  Jeśli to się tyczy jedynie śmiertelników, to nie powinno być problemu – Rebekah odwzajemniła wieczny uśmiech Marty nie tracąc z nią kontaktu wzrokowego. Wydawało mi się, że w tym momencie jakiś przełącznik przeskoczył w Rebece i włączył tryb „pewnej siebie bojowniczki”.
-A powiedz, czym się interesujesz? – spytała Marta.
- Malarstwem. Jestem fanką impresjonizmu. Oddanie zmysłowych i ulotnych chwil na płótno. Something amaizing – zadziwiał mnie język, jakiego Rebekah używała. Gdy się denerwowała, wtrącała więcej angielszczyzny, jednak teraz zdawało się, że i jej polszczyzna stawała się coraz bardziej wyrafinowana.
- Nieźle – rzekłem, spoglądając jej w oczy. Uwielbiałem ludzi, którzy byli czemuś oddani.
- A wy? – zwróciła się Rebekah do mnie i do Marty wyrywając mnie z błogiej bierności.
- Teatr. Uwielbiam grać na scenie, występować, śpiewać. Chciałabym kiedyś grać w Paryżu – odpowiedziała lekko rozmarzonym tonem Marta. Rebekah spojrzała na mnie.
- Ja? Ja głównie myślę. Nad życiem i takimi innymi – odparłem biorąc natychmiast łyk gorącej czekolady.
- I w wolnych chwilach pomagasz niespokojnym duszom – usłyszałem za sobą kobiecy głos. Odstawiłem gwałtownie kubek od ust czując przyspieszone bicie serca. Obok Marty jak gdyby nigdy nic, usiadła blondynka w szarym berecie na głowie i w beżowym płaszczu.
- Weronika? –  palnąłem zaskoczony.
- Co? – zapytała zdezorientowana Marta. Weronika przyłożyła prawy wskazujący palec do zaciśniętych ust, po czym pomachała lewą ręką przed oczami Marty. Przyjaciółka nawet nie mrugnęła na gest ze strony ducha. „No tak!” Dopiero wtedy dotarło do mnie, że ani Marta ani Rebekah nie mogły zobaczyć Weroniki.
- Nie nic – odparłem przenosząc na chwilę spojrzenie na swój prawie pusty kubek, po czym nie dowierzając, ponownie na Weronikę.
- Jaka Weronika? – spytała Rebekah również spoglądając w stronę Marty.
-Widzę, że jesteś strasznie oblegany – Weronika uśmiechając się do mnie zawadiacko.
-Wojtek? – zobaczyłem machającą dłoń Marty przed moimi oczami.
- Słucham?
- Jaka Weronika? Co się stało? – spytała z troską w głosie.
- Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha – uśmiechnęła się Rebekah i wzieła łyk czekolady.
- Cóż za spostrzegawczość? – prychnęła Weronika.
- Przepraszam, ale muszę do toalety – stwierdziłem martwo i wstałem od stołu, czując jak krew powraca mi do kończyn. Idąc pomiędzy stolikami ani razu nie sprawdziłem czy Weronika podąża za mną. Wiedziałem to. Czułem jej obecność na plecach.
            W łazience pokrytej białymi kafelkami znajdowały się dwie kabiny, jeden pisuar, umywalka i wiszące nad nią ogromne lustro. Stanąłem naprzeciw swojego odbicia i spytałem.
- Co ty tutaj robisz? – nie musiałem długo czekać na odpowiedź. Weronika stanęła obok mnie patrząc się na moje drugie „ja” w lustrze.
- Sprawdzam jak się miewasz w roli Celnika – urwała pozostając w bezruchu z rozchylonymi ustami. Do toalety wszedł łysy mężczyzna w wieku średnim w skórzanej brązowej kurtce o gęstym ciemnym zaroście. Weronika powiodła przez chwilę za nim wzrokiem i znów skupiła się na mnie. Widząc moje wyczekiwanie na odpowiedź dodała. – i widzę, że niezbyt owocnie. Jak długo zamierzasz zwlekać ze sprawą tej kobiety z parku?
- O czym ty mówisz? Chyba nie oczekujesz, ze będę cały swój czas poświęcać na szukanie upadłych alkoholików? – Oparłem się o umywalkę. Mina ducha mówiła wszystko.
- Posłuchaj – odwróciłem się do niej. – Wplątałem się w jakąś kosmiczną sytuację. Za tymi drzwiami czekają na mnie dwie kobiety, których kompletnie nie rozumiem i jestem przychylny na każdy ich warunek. Obiecuję, że jak tylko się z tym uporam, wrócę do problemu zaspokajania dusz innych. Blondynka na chwilę zamilkła.
- Mówisz o tych dwóch dziewczynach przy stole? 
Przytaknąłem bez słowa.
- Kim one są dla ciebie? – spytała z zaciekawieniem.
- Ta ruda, to moja najlepsze przyjaciółka, Marta, a ta druga to nowa dziewczyna z wymiany zagranicznej, która wybrała sobie mnie za przewodnika. Nie mam temu nic przeciwko, ale… - nagle zauważyłem jak wracający z toalety łysy nieznajomy osacza mnie zaniepokojonym spojrzeniem. Dla niepoznaki włożyłem ręce pod umywalkę i umyłem porządnie, czekając aż sobie pójdzie.
- Rozumiem – rzekła stanowczo Weronika kiwając głową. Spojrzałem na nią pytająco. – Jesteś tylko mężczyzną – oznajmiła w sposób oczywisty. -  Ale uważaj na nie… - dodała, od razu przerywając. – Mam co do którejś z nich dziwne przeczucie… ale nie wiem jeszcze do której
- Wasza kobieca intuicja – westchnąłem odwracając się po jednorazowy ręcznik. Kiedy znów się odwróciłem, Weroniki już nie było. Po chwili namysłu wróciłem do stolika.
- Wszystko w porządku? – spytała zaniepokojonym głosem Rebekah nim zdążyłem usiąść na krześle.
- Jak w najlepszym – oznajmiłem uśmiechając się do obu dziewczyn.
- Chyba jesteś przemęczony – stwierdziła Marta szukając swoim spojrzeniem na mojej twarzy jakichkolwiek odpowiedzi. Rebekah spojrzała energicznie na swój zegarek.
- Wiecie, ja już chyba powinnam iść – nie czekając na reakcję chwyciła za wiszącą na oparciu krzesła torebkę.
- Nie – odezwałem się nagle ożywiony. – Przepraszam, po prostu źle się poczułem, nie musimy wychodzić. Wszystko w porządku
- Ale ja muszę. Nie obraźcie się – Rebekah wstała i założyła swoją długą białą kurtkę.
- Poczekaj, odprowadzimy cię – Marta wstała odstawiając swój kubek gorącej czekolady.
- Nie ma potrzeby. Znam drogę. Na razie – machnęła dziewczyna ręką i skierowała się w stronę wyjścia. Nie wiedziałem co powiedzieć. Wyglądała tak, jakby coś ją sppłoszyło.
Razem z Martą wyszliśmy zaraz po wyjściu Rebeki. Rozmowa się nie kleiła. Głowę zaprzątał mi duch dziewczyny. Dziwiło mnie jedno. Zawsze myślałem, że duchy są przywiązane do jakiegoś miejsca. Nie sądziłem, że mogą mnie prześladować. Nie chodziło oto, że darzyłem Weronikę antypatią, ale mimo wszystko wciąż starałem się żyć normalnie, nie angażując się w świat zmarłych. Kiedy wróciłem do domu, mama czekała na mnie z kolacją. Zjadłem niewiele. Położyłem się na łóżku i analizowałem cały dzień.  W pewnym momencie, gdy zacząłem już przysypiać, rozbudził mnie dźwięk telefonu. Wyjąłem komórkę z kieszeni i zobaczyłem sms-a od nieznanego numeru: „Przepraszam za dzisiaj, ale Starbucks to nie moje klimaty. Rebekah”. Skąd ona ma mój numer, pomyślałem i bez dłuższego zastanowienia odpisałem: „Nie ma sprawy. Moje też nie”. Chwile później dostałem kolejną wiadomość: „Wiem”.   W jakiś sposób mnie to nie dziwiło. Chyba każdy wiedział o mnie więcej, niż ja sam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz